OD CZASU DO CZASU

By | Grudzień 12, 2014

Ludzi niewielu. Kilku wędkarzy cierpliwie wpatrywało się w toń. Jednego z nich zapytałam, czy już coś złowił. Zaprzeczył, ale nie był tym zmartwiony. Bo nie tylko o złapanie ryby chodzi. Być może na­wet w większej mierze o relaks w ciszy, o widok trzciny, o wsłuchi­wanie się w jej szum. Od czasu do czasu ciszę przerywały wypływa­jące z sitowia kaczki. Powstałe po nich smugi na wodzie po chwi­li rozpływały się. W pewnej chwili na drodze pojawiły się trzy wielkie chmury cu­krowej waty, a zza niej wyłoniły się trzy dziewczynki. Cichutko chi­chotały, połykając słodycz. Był też pies towarzyszący swojemu panu domagający się od niego rzucenia kija. A nieco dalej dwa goniące się psy wbiegły do wody. Jak wskoczyły — tak wyskoczyły, a potem mocno potrząsały swoimi kudłami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *